piątek, 10 lipca 2015

Rozdział Pierwszy

Trzasnęłam drzwiami, czując nagły powiew wiatru. Ledwo zaczęło się lato, a już słońce i pogoda niczym z Kalifornii była na straconej pozycji. Trzęsącymi rękami wyciągnęłam telefon z tylnej kieszeni moich obcisłych jeansów. Od jakiegoś czasu uczucia brały górę i czułam, że muszę się do tego przyznać. Zawsze włączony i przygotowany do współpracy Twitter czekał, aż tylko napiszę ten post. ''Oszukałam wszystkich''. Udostępnij. Niech cały świat wie.
*
Wdech. Wydech. Powietrze w pokoju było stęchłe, jakby ktoś tu umarł. To nie ktoś, to moja dusza. W domu jak zwykle panowała cisza. Tu nie ma czasu na kłótnie. "Idealny dom". Podwinęłam rękaw bluzy, ukazując swój pierwszy prawdziwy tatuaż. Jak na razie pierwszy i ostatni. "Read between the lines", od jakiegoś czasu nabierało innego sensu. Teraz linie na moim ciele były tylko spojlerem mojej prywatnej książki. Nikt jej nie przeczyta. Trzęsącą rękę przyłożyłam do solidnie już pociętego nadgarstka. Każda blizna ma swoją historie. Nie da się nie rozpamiętywać. Wszystko trzeba zapisać. Moja skóra była niemal śnieżnobiała, idealnie wpasowywała się w pojęcie kartki papieru. To ostatnia żyletka w tym tygodniu, obiecałam samej sobie. Byłam uzależniona. To można było przyznać bez bicia. Każdy tydzień miał swoje żyletki. Dwanaście na każdy tydzień. Z czasem przybywało więcej bólu, co wiązało się z większą ilością żyletek. A jeszcze niedawno była jedna. Był wtorek. Wracając do domu pospiesznie ściągnęłam maskę dobrej dziewczynki, narzucając na siebie ubrania które odzwierciedlały prawdziwą mnie. Moją zdechłą duszę. Dopiero wtorek, a siódma żyletka poszła w ruch. Tego zbyt wiele. Z tygodnia na tydzień radzę sobie coraz gorzej. Skrzypienie drzwi wybudziło mnie z transu. Nie! Pośpiesznie rzuciłam ją w bok, naciągając rękawy.
-Cha... Charlie?-sapnęłam przestraszona. On nie może dowiedzieć się co się dzieje. Nie on. Wyglądał jakoś inaczej. Bez słowa, powolnie przysiadł się na rogu łóżka.
-Dlaczego to robisz?-szepnął, patrząc mi prosto w oczy. Te piękne niebieskie oczy, które wpatrywały się teraz w moje, czekając na szczerą odpowiedź. Muszę grać. Grać głupią.
-O co chodzi? - spytałam, próbując oszukać samą siebie. Na marne.
-Nie rób ze mnie głupka Marta. Nie wmówisz mi, że plama krwi na poszewce jest od okresu, a żyletka w pobliżu leży tylko dlatego, że nabrałaś ochoty golić nogi. - Cholera. Spuściłam głowę w dół, zupełnie jak małe dziecko, które zostało przyłapane na złym uczynku. Tak się właśnie czułam. - Co się dzieje? - jego łamiący głos, sprawiał, że moje serce wyglądało zupełnie, jak moje nadgarstki. W strzępach, potrzebujące szybkiego zszycia. Ale nie mogłam mu powiedzieć. Nikomu nie mogłam. Blondyn sapnął niezadowolony, czując, że nie uzyska odpowiedzi. Mój bystrzacha.-To może chociaż wytłumaczysz mi tego tweeta?-zapytał z nadzieją, którą ponownie musiałam rozwiać.
Jestem już szczerze mówiąc w dupie, więc nic nie miałam do stracenia.
-Jaki tweet?
-"Oszukałam wszystkich", kojarzysz?-w jego głosie pojawiło się coś nowego. Gniew. Nie dziwie się, sama na jego miejscu już dawno temu, dałabym sobie w twarz. Kiwnęłam ledwo zauważalnie głową, nie wiedząc co powiedzieć. Wszystko mogło wepchnąć mnie w jeszcze większe bagno. Kolejny głęboki wdech.
-Musisz stąd wyjść.
Jego spojrzenie zawsze działało na mnie inaczej. Nie wiem, jak to nazwać. Po prostu działało. W tym momencie czułam, jak wierci we mnie nim dziurę, a ja nie mogłam nic z tym zrobić. Wzrok nadal miałam wbity w podłogę. Charlie odchrząknął, chcąc już coś powiedzieć, jednak kiedy podniosłam wzrok, wycofał się i bez słowa wyszedł. Charlie...
*
 Dźwięk tłuczonego szkła zadziałał na mnie, jak wiadro zimnej wody. Nie pofatygowałam się nawet, żeby szybko zmienić strój na ten grzeczny. Bez sztucznej maski, poderwałam się z miejsca, zbiegając na dół. Ojciec stał oparty tyłem do mnie o blat, a mama zrozpaczona wtulała się w jego bok. Drewniana podłoga wydała mnie skrzypiąc pod moim ciężarem i rodzice równo odwrócili się w moją stronę. Cóż za synchronizacja. Wściekły wzrok ojca dał mi do zrozumienia, że wcale nie chodzi o wysoki rachunek za telefon.
-Po co Ci to!?-warknął,zaciskając ręce w pięści. Matka pośpiesznie chwyciła go za dłonie, nie dając mu nawet szansy porządnie się zamachnąć.
-O co chodzi?-szepnęłam, zalewając się łzami. On nie mógł chcieć tego zrobić.Nie tata.
-Charlie Cie wydał. Po co to robisz? Źle Ci? Za mało się staramy!?-krzyczał, ale ja już nie słuchałam. Cholera. Dlaczego to zrobił? Dlaczego im wygadał? Nie miał prawa. Muszę go znaleźć.
*
 Wiatr we włosach. Cholerny wiatr we włosach. Biegłam szybciej niż na wf, walcząc o jak najlepszy wynik wśród grupy, a wiatr, jak szalony rozwiewał mi włosy, przy okazji drażniąc moje załzawione oczy. On musi tam być. Musi. Dorastaliśmy razem. No właśnie razem, a jakby oddzielnie. Niby najbliższa mi osoba, a i tak nie mogę mu powiedzieć co się dzieje w mojej głowie. Jeszcze nie teraz. Przestałam biec. Nie dlatego, że moje odwiązane, zużyte trampki mi na to nie pozwalały. To widok tej sylwetki zadziałał na mnie, jak najmocniejszy hamulec świata. To on pokazał mi to miejsce. Musiał tu być. Piękna łąka, o której istnieniu nie zdawało sobie sprawy wiele osób. Nie miała właściciela. Nie była stale koszona i pielęgnowana. Była naturalna, a to podobało nam się w niej najbardziej. Charlie siedział tyłem do mnie na ostrych skałach, na które większość ludzi nie odważyła się by usiąść. Dla nas były rajem. Wolnym krokiem podeszłam do niego, siadając obok. Mój oddech wciąż był nieźle przyspieszony od biegu, a umysł zabałaganiony całą tą sytuacją.
-Charlie ja...-jęknęłam pośpiesznie, jednak to nie było to. Nie miałam pojęcia co mu powiedzieć. Na jego miejscu gardziłabym przeprosinami, jednak w tym momencie nie mogłam zaoferować mu nic innego.-Charlie nawet nie zdajesz sobie sprawy, jak czuję się z tym źle. Zawsze czułam się z tym źle, że w pewnym sensie Cię okłamuje, jednak coś w mojej głowie mówiło...-ucięłam, robiąc przerwę na wdech.-Ja przepraszam.-Nawet na mnie nie spojrzał. Zresztą czego ja oczekiwałam? Że rzuci mi się na szyje i powie, że wszystko jest w porządku? Owszem, oczekiwałam. Głupia nadzieja. Siedzieliśmy w ciszy. Nie wiedziałam co mam zrobić. Odejść i dać mu wolność, czy zostać i wciąż się pogrążać. Nie mogłam go zostawić. Obiecałam. Blondyn niespodziewanie odwrócił się w moją stronę, a moje serce pękło na jeszcze więcej kawałeczków. Łzy w jego oczach. To ja je spowodowałam.
-Od zawsze na zawsze, pamiętasz?-uśmiechnął się smutno, a jedna samotna łza spłynęła po jego policzku. Jestem potworem.-Od kiedy to trwa? Dlaczego to robisz? O czym jeszcze nie wiem!?-krzyknął wściekły, jednocześnie dało się usłyszeć załamanie w jego głosie. Założył ręce na piersi wyczekując odpowiedzi. Znowu to samo. Znowu te cholerne błękitne oczy wpatrujące się we mnie z zawodem. Znowu go zawiodłam. Odszedł. Wytrzepał spodnie i odszedł. Nagły powiew chłodu chuchnął mi w twarz, a może to samotność? Zsunęłam się na kolana, czując, że tracę kontrole nad samą sobą, jak i siły do życia. Obraz zaczął mi się zamazywać. Krajobraz jak przez mgłę. Cholera, znowu to samo. Znowu cholerne łzy. I ta przeklęta obietnica, krążąca w mojej głowie. ''Od zawsze na zawsze''.
             

******
Ta Da! Pierwszy rozdział za nami! BARDZO CHCĘ PODZIĘKOWAĆ AGACIE (link do bloga) za pomoc w napisaniu rozdziału, zabawnie było, i nadal jest. Ale dziękuję!
******
Mam nadzieję że rozdział wam się spodoba. Charlie jest to mój Crush. Charlie Lenehan z Bars and Melody. Mam nadzieję że coś kojarzycie.
****
~ hello charlie